Uciekający bocian i cierpliwa koza

Kolejnie miejsce, w które wybraliśmy się na mikrowyprawę, powracając do moich korzeni, była Wola Karczewska i tereny wokół niej. Tereny te leżą w otulinie Mazowieckiego Parku Krajobrazowego.

Wola Karczewska to wieś (woj. mazowieckie, powiat otwocki, gmina Wiązowna), w której pierwsze ślady osadnictwa zanotowano na okres mezolitu i neolitu (czyli nawet około 8000–4800 p.n.e). W dzisiejszych czasach zamieszkuje ją nieco ponad 300 osób, a zabudowanie (oprócz jednej głównej ulicy) jest bardzo rozproszone. Większość domów stoi na skraju lasu.

Co nas tam sprowadziło i co ciekawego można zobaczyć w tamtym miejscu (oprócz tego, co zawsze szukamy – czyli ciszy, spokoju i kontaktu z przyrodą)? 

W latach 90. XX wieku pojawiła się w tej wsi tama regulująca i spiętrzająca wodę na rzece Świder. Powstanie tego obiektu budziło wówczas wiele kontrowersji. Do dziś nie do końca wiadomo, czym podyktowane było wydanie pozwolenia na budowę tego typu obiektu na terenie Rezerwatu Rzeki Świder. Budowa, oprócz zmiany koryta rzeki, zniszczyła olszynę porastającą brzegi, która to była siedliskiem zimorodków. Tama reguluje poziom wody i wpływa na bioróżnorodność organizmów żywych. Jest to miejsce, w którym przez brawurę zginęło kilku kajakarzy, którzy zlekceważyli zakaz przepływania przez jaz. Należy bowiem, dopływając w okolice tamy zatrzymać się przy specjalnie zbudowanych ku temu pomostach, wyciągnąć kajaki z wody i przemaszerować ścieżkami, omijając tamę i bezpiecznie wsiadając do kajaków za jej spiętrzeniem.

Na tamę teoretycznie wejść nie można (jest ona popękana), ale w praktyce… hmm… raczej nikt tego nie przestrzega, bo cudnie jest popatrzeć na piętrzącą się wodę z góry. Niejednokrotnie byłam świadkiem, jak woda spada z hukiem z dużej wysokości. To naprawdę robi wrażenie, tym bardziej, że rzeka Świder należy do rzek o średnio-niskim przepływie wód.

Podczas naszej wycieczki, piętrzenie było małe. Nie ma się co temu dziwić – zima i wiosna tego roku zaliczana jest do wyjątkowo suchych. Mimo to, spadająca z hałasem woda zrobiła duże wrażenie na Stasiu. Patrzył w górę rzeki i widział spokojnie sunącą wodę, rosnące grążele żółte, pływające rybki. Przechodził na drugą stronę, a tu – białe bałwany wody, rozbijające się o kamienie, niespokojny nurt rzeki. Poza tym – cisza i spokój – jak na wieś przystało.

Będąc pod wrażeniem „głośnej wody”, udaliśmy się w głąb wsi, w stronę Kruszówca, by pospacerować tam drodze, malowniczo położonej wśród pól. Basię wzięliśmy w nosidło, gdyż nie wiedzieliśmy jak bardzo piaszczysta będzie polna droga w okresie długotrwałej suszy (okazało się, że wózek spokojnie by przejechał). Ogródki działkowe, które mijaliśmy, już ożywały kolorami pachnących kwiatów. Na polach wzszedł już owies koloru intensywnej zieleni, którą kocham najbardziej. Zawsze skubię młode liście owsu, a następnie żuję je. Mają cudownie słodki smak i … jakoś tak bliżej mi do dzieciństwa, kiedy to pomagaliśmy gromadnie dziadkom w polu o każdej porze roku.

Przebiegające sarny. Zero ludzi. Tylko cisza i wiatr. Kilka kropel deszczu. Przebłyskujące słońce. Patyki, którymi można pisać, by poznawać litery alfabetu. Kamienie do zbierania do maminej torby i kieszeni ocieplacza. Jakiś wystraszony zając przebiegł nam drogę. Bocian zerwał się do odlotu. Koza trawę żuła i żuła, patrząc się na nas cierpliwie. Nasze oczy cieszyła lekko pofalowana Równina Garwolińska (ha, nieźle się ci geografowie napracują przy nazewnictwie terenów). Po drodze tej można bezpiecznie spacerować, jeździć rowerem, biegać. Można zatrzymać się na poboczu celem napełnienia brzuszka jedzonkiem, a oczu – zielenią przestrzeni. W takich warunkach maluchy chętnie zasypiają, co zresztą zrobiła nasza Basia – przespała całą wycieczkę. 

Na początku pól, przy drodze wylotowej ze wsi, po lewej stronie stoi drewniany krzyż z 1928r., z napisem „Boże Ojcze w ręce twoje polecam ducha mojego”. Dawniej takie krzyże miały znaczenie symboliczne. Kondukt żałobny odprowadzał zmarłego na koniec wsi, gdzie żegnano się z nim. Obecnie dziś już nikt tych obrzędów nie kultywuje, jednak krzyże są często ozdabiane kwiatami i wstęgami. 

Miejsce dobre na spokojny spacer i obserwowanie przyrody. Szybka ucieczka przed zgiełkiem miasta, komputerem i sąsiadami.

blank

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.