Pieniny z dziećmi – atrakcje na 7 dni albo i dłużej

Pierwsza podróż w góry z dziećmi nieco nas przerażała. Obydwoje z Mężem jesteśmy mocno wychodzeni po górach Polski i Europy (szczególnie zaś ja!), ale góry z dziećmi były dla nas totalną nowością. Taką, której bardzo się baliśmy. I takiej, której nieziemsko pragnęliśmy.

blank
Pieniny z dziećmi – atrakcje na 7 dni albo i dłużej.

Pieniny z dziećmi? Czy dzieci polubią? Czy my damy radę? Jak ciężkie będą plecaki? A co, gdy zacznie lać deszcz? Ale czy daleko jeszcze…

Wszak na pokładzie mamy dwójkę: chłopca 3,5 roku i niespełna 2-letnią dziewczynkę. Do tego zimowe opony nabyte w trakcie drogi rodzicielstwem zwanej, mocno nadwyrężoną kondycję i wieczne niedospanie. 

Postanowiliśmy spróbować poza sezonem, gdy temperatury i aura sprzyjają bardziej wędrowcom (przynajmniej teoretycznie) i w miejscu, gdzie nie trzeba łoić na oślep, ni czekana wbijać. I dla takich widoków:

blank
widoki z pienin zachwycają i zostają w pamięci na zawsze. tu tatry słowackie i łomnica.

Wybór padł na polskie Pieniny ze względu na różnorodność szlaków i dodatkowych atrakcji oraz nasz narzeczeński sentyment 🙂

Zapraszam więc Was na 7-dniową podróż po Pieninach z dziećmi. Oczywiście atrakcji jest tu na dużo dłużej (i być może – bardziej intensywnie), ale że przeciętny polski urlop liczy jeden pełny tydzień, to mam nadzieję, że podczas Waszego wypoczynku skorzystacie z naszych opisów, podpowiedzi i wskazówek.

Pieniny z dziećmi – 7 dni pełnych atrakcji

Dzień 1 – Jasielnik

Jasielnik (886 m n.p.m.) to szczyt w Beskidzie Sądeckim, w niedalekim sąsiedztwie Radziejowej, a my wybraliśmy za bazę wypadową wyjazdu styk Pienin z Beskidem Sądeckim, więc nie mogliśmy pominąć tego punktu na mapie.

Po prawie 5-godzinnej nocnej podróży, kiedy to o 7 rano zameldowaliśmy się w Jasielniku (przepiękne miejsce do zakwaterowania, o którym szerzej piszę w Informacjach praktycznych pod koniec wpisu) i po obfitym śniadaniu, Mąż zapodał temat wejścia na pobliski szczyt – Jasielnik. Szlak zaczyna się za płotem, więc co tam, wzięliśmy to i owo z górskiego sprzętu i poszliśmy 🙂 Pierwszy raz w góry z dziećmi i pierwszy raz z nosidłem turystycznym na plecach.

Droga okazała się w większej części (aż za napotkane bacówki) tak prosta i przyjemna, ze nawet nasza młodsza córeczka śmiało pędziła pod górę. Niezależna jak zawsze, nawet nie chciała słyszeć o podaniu ręki, a nosidło – zapomnij. Dopiero kiedy zmoczył nas deszcz, a droga zaczęła się piąć ostrzej pod górę (i po błocie), wzięliśmy ją w nosidło i bosko usnęła. Z ulgą dla nas i dla starszaka, który zaczął wieść prym jako koziołek górski. Skakał tu i tam, ochoczo podbiegał w górę i pędził w dół niczym błyskawica. Łapał wiatr, podglądał pasące się krowy i słuchał dźwięczenia dzwoneczków zawieszonych na szyjach owiec.

Jak jest na szczycie, tego Wam nie powiemy, bo musieliśmy wycofać się ze względu na fatalną pogodę i słabą widoczność oraz zmęczenie po nocnej jeździe autem.

Podsumowując: szlak czerwony na Jasielnik to typowy beskidzki szlak, który o własnych nogach w większości przejdzie nawet dwulatek. Krajobrazy przepiękne, owieczki w ogromnych ilościach hasają na łąkach, a i oscypek kupić w bacówce można.

Czas przejścia od rozstaju szlaków czerwonego i żółtego z mapy (powrót tę samą drogą) to: 1h w górę, 35min w dół. Z dziećmi – wiadomo, że dłużej. My liczymy czas podany na mapie razy dwa (a jak jest ostro i kamieniście to nawet razy 2,5), wtedy jest czas na piknik, na marudzenie, na focenie 😉

Dzień 2 – Rezerwat Homole i kolej linowa na Palenicę

Rezerwat Homole

Większość z Was pewnie słyszała tę nazwę i to, że tu warto. No i potwierdzam – warto. Nasze dzieciaki łyknęły temat już od pierwszego mostku, który umożliwia przejście suchą nogą nad potokiem Kamionka. Wąwóz Homole ma długość około 800 m i w swej skalnej części tworzy głęboki V-kształtny kanion o bardzo stromych ścianach, dochodzących do 120 m wysokości. Ajjj, jest na co popatrzeć i czego posłuchać, bo w wyższych partiach woda potoku, bijąca o kamienie, daje taki huk, że trzeba krzyczeć, żeby się jakkolwiek porozumieć. A wiadomo – hałasować w rezerwacie przyrody nie wypada, więc słychać tu tylko wodę, ptaki i wiatr. Drewniane oraz metalowe mostki i schody, zgrabnie prowadzą na Dubantowską Dolinkę (skąd już tylko godzina ostro pod górę, na Wysoką, najwyższy szczyt Pienin). Znajduje się tu koszona polana, ławki i stoły dla turystów. Miejsce odpoczynku i nawrotki dla tych co z maluchami albo dla tych, co na Wysoką się nie odważą (tym razem, hehehe). 

Podsumowanie: Rezerwat Homole – tak – tak trzeba iść, z dziećmi jak najbardziej. Jak dla mnie Rezerwat Homole to obowiązkowy punkt, gdy jedziesz w Pieniny z dziećmi. 3,5-latek pokonał całość trasy w zawrotnym tempie, bez żadnych problemów, biorąc całymi garściami to, co daje Natura. Malutkie nóżki 2-latki wsparliśmy przy zejściu nosidłem turystycznym. Czas przejścia dla dorosłego: 30 minut w górę i tyleż samo w dół, a z dziećmi – do woli 🙂 Ale myślę, że 2,5 godziny to maks.

Kolej linowa PKL na Palenicę

Czy będzie bezpiecznie, czy nie pospadają, czy warto? To typowy wyciąg, którym wielbiciele białego szaleństwa dostają się na szczyt. Bezpiecznie było – również podczas wsiadania i zsiadania z ławeczki, bo kolejka przyhamowuje w tych newralgicznych momentach. Nie pospadali – córka siedziała bezpiecznie w nosidle (drogę powrotną przespała w nim). Syn mówił, żeby go nie trzymać. Taki chojrak 🙂 Czy warto – tak dla widoków i dla zmęczonych nóg górskich wędrowców także 🙂 W połowie maja na Palenicy (722m n.p.m.) wszystkie atrakcje były zamknięte (zjeżdżalnia grawitacyjna, plac zabaw, bar). Czyli tak jak lubimy najbardziej. Bo wtedy też i tłumów nie uświadczysz. Za to widoki są. Na ośnieżone Tatry, na Szczawnicę, na Krościenko n/Dunajcem na Trzy Korony i na sam Dunajec. Warto przejść się 10 minut pod górę na Szafranówkę. Z platformy widokowej przed jej szczytem zobaczymy bowiem najwięcej 🙂

Bilety na kolejkę można kupić on-line na stronie Polskich Kolei Linowych.

Dzień 3 – Rezerwat Biała Woda i Park Dolny w Szczawnicy

Rezerwat Biała Woda

W co się bawić, gdy leje od rańca i końca nie widać. Kalosze w ruch i hajda w trasę! Rezerwat Biała Woda – prosta ścieżka, szeroka na przejazd autem, nieznacznie nachylona w górę. Mostki są. Szum Białej Wody jest. Kałuże, błotko, owieczki na horyzoncie. I skały – wzrok uraczysz jurajskimi i kredowymi wapieniami, tworzącymi urozmaicone formy przestrzenne. Mało kto tędy prędko maszeruje. Tu warto raczej powolutku przechadzać się, podgryzając świeżutkiego oscypka z pobliskiej bacówki. No sielsko i anielsko w całej okazałości i długości 🙂

Czas przejścia: 30 min w jedną stronę marszem do miejsca, gdzie zaczyna się niewielka stromość, idąca do granicy ze Słowacją. My rekomendujemy zostać w Rezerwacie Biała Woda tak długo jak tylko możecie 🙂 

Sprawdziliśmy to także w bezdeszczowej pogodzie, a widoki – zobaczcie poniżej, bo Mąż się postarał 🙂 

Park Dolny w Szczawnicy

W Parku Dolnym szału nie ma, ale przynajmniej dzieci mogą pobiegać w mieście bez ryzyka wpadnięcia pod nadjeżdżające auta. Piękne drzewa, niewielka fontanna i staw z kolorowymi rybami nieco wynagradzają buczenie aut z pobliskich ulic. Ponoć warto wybrać się do Parku Górnego Zdrojowego. My nie byliśmy. Jeśli Wy byliście, to koniecznie napiszcie o Waszych wrażeniach.

Dzień 4 – Durbaszka i Wysoki Wierch

I mozolą się przez Durbaszkę na Wysoki Wierch, myląc go z Wysoką. My nie pomyliliśmy. Znaliśmy ten teren dobrze, bo w 2014 roku szaleliśmy tu rowerami MTB (do czego serdecznie Was zachęcamy). Do schroniska PTTK Pod Durbaszką prowadzi łatwa droga (nie jest to typowy szlak turystyczny), choć praktycznie ciągle pod górę i po kamieniach. Tu spotkaliśmy stado owiec liczące ze 200 sztuk, z bacą i czterema owczarkami podhalańskimi, które towarzyszyły nam niemalże do schroniska. Uciecha dla dzieci gwarantowana. A i droga pod górę wtedy łatwiejsza, gdy dziecko się śmieje.

W schronisku wyżywienie proste, smaczne i co najważniejsze – sycące. Taras widokowy znakomity. Świetnie więc odpocząć można i przed wyjściem na najwyższy szczyt Pienin – Wysoką (1050m n.p.m.), i przed zdobyciem Wysokiego Wierchu (898m n.p.m.). Droga na ten ostatni – szerokim i komfortowym grzbietem górskim, skąd przy dobrej widoczności ujrzeć można majestatyczne Tatry. Dzieci znajdą atrakcję w skakaniu po słupkach granicznych. A sporo ich tu, więc i uśmiechnięte buźki 🙂

Samo podejście na szczyt Wysokiego Wierchu to mniej niż 10 minut dość tęgiego wysiłku fizycznego, bo dwie stromizny dają nieco w kość. Dlatego weszłam tam sama, a reszta rodzinki ominęła go niebieskim szlakiem. Widok z góry – zapiera dech w piersiach. Panorama na każdą stronę że hej! Podana jak na talerzu, bo szczyt jest bezleśny, otoczony łąkami. Pieniny – Masyw Trzech Koron, Tatry, Gorce, Beskid Wyspowy, Beskid Sądecki. Można tu siedzieć bez końca i gapić się w te i we wte 🙂 A i ławeczka dla strudzonego wędrowca się znajdzie, by przycupnąć i herbatką z termosu delektować 🙂

Powrót do Szlachtowej żółtym szlakiem cały czas w dół, łąkami odpowiednimi do zbiegania dla malutkich dzieci. Pełno kaczeńców, mleczy i niezapominajek. A i konia, ciągnącego wóz z czterema bacami i bańkami mleka owczego, zobaczyć można.

Czas przejścia z mapy to 3 godziny.

Dzień 5 – Zamek w Niedzicy, Zamek w Czorsztynie, zapora wodna na Jeziorze Czorsztyńskim i rejs statkiem po tym jeziorze

Kiedy trzeba zejść w doliny, odpoczywać biernie nie lubimy, a okolice Pienin obfitują w atrakcje. Zamek w Niedzicy warto zwiedzić, po schodach się nachodzić, na taras widokowy wyjść i do lochów zejść. Jak mieszkano w dawnych czasach podpatrzeć, na wiekowym krześle przycupnąć, kolczugi rycerskiej dotknąć.

A gdy już ze wspomnianego tarasu Zamek w Czorsztynie wypatrzycie, to nie czekajcie na nowy dzień, a od razu idźcie (3 min spacerkiem) do przystani, skąd statek zabierze Was w rejs na drugi brzeg Jeziora Czorsztyńskiego. Rejs 10 minut zaledwie trwa, wiatr czapki z głów zrywa, kołysać nie kołysze zbytnio, a mimo to – dziecięcym piskom zachwytu końca nie ma.

Przez las dotrzecie do Zamku w Czorsztynie, który zgoła inny od tego w Niedzicy. Nas zachwycił dogłębnie, bowiem takie ruiny to coś, co lubimy najbardziej. Schody są, także szykujcie mięśnie łydek. Widoki też są. O – na przykład takie 🙂

Po powrocie na zaporę wodną na Jeziorze Czorsztyńskim idźcie, nawet jeśli niespecjalnie pałacie miłością do elektrowni wodnych. Deptak tam bowiem pierwszorzędny – szeroki i długaśny. Oczy nacieszycie falującymi wzgórzami, ośnieżonymi Tatrami, a i oba zamki z takiej perspektywy pooglądać miło. A jeśli to tej pory oscypka nie nabyliście, albo ciągle Wam mało, to nie kupujcie na okolicznych straganach od małych sprzedawczyków co to kozy od owcy odróżnić nie potrafią. Przespacerujcie się nieco, do końca tamy, skąd już tylko kilka kroków do prawdziwej bacówki. Hej!

Czas trwania wycieczki: około 6 godzin.

Dzień 6 – rafting na Dunajcu i Trzy Korony z Hałuszowej

Rafting na Dunajcu

Kajakami można, z flisakami też… ale my wybraliśmy coś nieco bardziej ekstremalnego. Przynajmniej z nazwy. Rafting na Dunajcu. To obietnica niezapomnianej zabawy, gdzie choć lodowate wody Dunajca wlewają Ci się do butów i za koszulę, to takiego banana na twarzy masz, że aż miło! I choć buja i huśta, to dalej chcesz igrać z falami i kręcić pontonem wkoło i dalej, i jeszcze raz, i mocniej. Tatry widać z kilku miejsc jak na dłoni. Ale to już dla nas pieniński standardzik… Oczy przecieraliśmy, szczeny nam opadały, tudzież i głośne oh-y wydawaliśmy pod miażdżąco ogromnymi Trzema Koronami przepływając. A Sokolica z dołu widziana – huh – nie lada przeżycie! Szum fal, głębiny, białe grzywy wody. Bocian czarny na wyciągnięcie dłoni, motyle nad głowami i głowacice śmigające pod pontonem. Bezpiecznie dla dzieci? Jak najbardziej! Kaski i kamizelki ratunkowe włóż! Wiosła w dłoń! I płyń po niezapomniane widoki! Bo jechać w Pieniny z dziećmi nie oznacza wyłącznie szwendać się po szlakach i wcinać oscypki 🙂

Czas spływu pontonem: 2 godziny. My skorzystaliśmy z usług firmy FunRace, co całym sercem polecamy. Pełna profeska, dobry sprzęt i doświadczenie w branży. Do tego miło, zabawnie i oczywiście – najwyższy poziom bezpieczeństwa zapewniony dzięki silnym ramionom instruktora Pawła, który zechciał nam przewodzić podczas spływu. Dzięki!

blank
podczas raftingu po dunajcu tak jest! 🙂 🙂 🙂
Trzy Korony z Hałuszowej

Mało popularny szlak niebieski dość szybko prowadzi na najbardziej pożądany szczyt Pienin. Droga prosta, bez zbędnych utrudnień, widokowa. Raz las, raz łąki, raz Tatry Słowackie z Łomnicą (jak zawsze piękne) i Babia Góra (jak cień lub widmo wyrysowane na niebie). Można iść, bieg i hasać. Miejsca tu pod dostatkiem.

W górach czas z dziećmi szybko mija. Wiadomo – tu kwiatki, tam kamienie i jeszcze piknik się wszystkim należy. Więc ostrzegamy – jeśli jedziecie w Pieniny z dziećmi i chcecie wejść na Trzy Korony, a przy tym – wrócić na kolację na godzinę 19, to nie startujcie z Hałuszowej o godzinie 15:30, bo nie zdążycie na czas. Tak jak my. Wystartujcie sporo wcześniej i opiszcie nam jak wygląda ostatni etap wędrówki na Trzy Korony, ten gdzie ponoć ostro i kamieniście. Okej? 🙂 

Czas przejścia z mapy w obie strony tę samą drogą (czyli wariant najkrótszy), to 3 godziny 45 minut.

Dzień 7 – projekt Pieniny z dziećmi zakończyć czas

Żal ściska, ale cóż. Góry nie zając, nie uciekną 🙂 Wrócimy tu napewno 🙂

Informacje praktyczne:

Gdzie spać?

Szczawnica, będąca doskonałą bazą wypadową w Pieniny z dziećmi, naprzemian kusi i zniechęca… bo zakwaterowanie tam i luksusowe, i liche jak sto pierunów… My wybraliśmy Jasielnik we wsi Jaworki pod Szczawnicą. Bo tam nic nie ma 🙂 Poza spokojem, widokiem na góry i pasące się owce oraz świętym spokojem. Poza tym – dobrze nas tam nakarmili, wygodnie wyspali i dali tyle luzu, ile tylko każda rodzina z dziećmi potrzebuje. Klimatycznie jest, wygodnicko też, a miło – ponad wszystko 🙂 

blank
takie widoki z jasielnika (najlepszego miejsca do nocowania w pieninach ever) to codzienność 🙂
Gdzie jeść?

W Jasielniku karmią obiadokolacją wyborowo, ale tylko od czwartku do niedzieli. W inne dni szukajcie knajpek z dowozem. My NIE polecamy Restauracji Bacówka w Jaworkach (bo tłusto i zbyt słono), ale polecamy Karczmę po góralsku u Stasi oraz Przystań Flisak – w obu duże porcje, smaczne mięsko i ogromne porcje warzyw.

Więcej informacji praktycznych – czyli: w co ubrać dziecko na wycieczkę po górach, gdzie i jakie nosiło turystyczne wypożyczyć, w co się bawić na szlaku z dziećmi – przeczytasz w kolejnym wpisie, który pojawi się niebawem.

To co? Kto już pakuje plecaki i wyrusza w Pieniny z dziećmi? 🙂

A czy Wy odkryliście już na swój sposób Pieniny z dziećmi i polecacie inne miejsca do odwiedzenia i szlaki do przejścia?

O tym, jak przygotować się od strony organizacyjnej do pierwszego wyjazdu w gór z małymi dziećmi, piszę na blogu TUTAJ. Miłego! 🙂

blank
Pieniny z dziećmi – atrakcje na 7 dni albo i dłużej.

3 komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.