Pasja i bycie rodzicem – czy to połączenie jest możliwe?

W tym artykule rozprawię się z tematem, a właściwie z dylematem, czy realizowanie własnej pasji można bez szkody połączyć z byciem rodzicem. Zapraszam do dywagacji 🙂

blank

Pasja i bycie rodzicem – czy to możliwe, aby połączyć jedno z drugim i nie polec? Posiadanie pasji, rozwijanie jej, stałe doskonalenie i płynące z niej zadowolenie wymaga poświęcenia dużej ilości czasu i energii, często też środków (finanse, przestrzeń). Wychowanie dziecka, towarzyszenie mu w rozwoju, podążanie za jego osiągnięciami to morze godzin spędzonych razem z nim i koło niego. Jak więc, obok bycia rodzicem na pełen etat, mając pracę zawodową oraz codzienne obowiązki, znajdować jeszcze czas, chęć i możliwość na realizację własnej pasji, albo nawet kilku?

Niewykonalne? I tak, i nie. To zależy od kilku czynników. Do dnia narodzin jesteś odpowiedzialna/odpowiedzialny tylko za siebie, mogąc przeznaczać nieograniczone ilości czasu i środki na rozwijanie hobby. Moment, w którym na świat przychodzi Twoje dziecko, zmienia wiele. Brniesz w pieluchy, czytasz poradniki „co pomaga na kolkę”, nie śpisz nocami, rozkminiasz proces rozszerzania diety, walczysz z „gilem po pas”, ciągle pierzesz… Im mniej pomocy z zewnątrz masz, im bardziej perfekcyjną mamą/tatą chcesz być, tym dalej Ci od „dawnej/dawnego siebie”. Ta cała masa czynności, którą wykonujesz przy dziecku, już sama w sobie jest wystarczająco wyczerpująca i odpycha w siną dal wspomnienia złotych czasów „przed”, gdy wszystko było takie proste. Rosnący bobas, niewinnie ale skutecznie, pomaga w zapominaniu, czym jest czas dla siebie i realizacja tego, co kochasz i z czym dobrze się czujesz. 

Powrót/kontynuacja pasji wydaje się praktycznie niemożliwe. To może być trochę jak z postanowieniami noworocznymi, że „od jutra” zacznę znów fotografować/biegać/szyć/malować. Jutro goni jutro i nawet się nie obejrzysz, aż minie jeden rok, a potem kolejny i kolejny… a Twoja pasja mocno się „zakurzy”.

Znasz to? Auć, bolało?

Od czego teoretycznie zależy to, czy podejmiesz powót/kontynuację ukochanej dla Ciebie czynności? Od tego, w jakim wieku mamy dzieci (to czasem jest kluczowe, choć podobno dla chcącego, nie ma nic trudnego :)) Od tego, jakie wsparcie dostajemy od partnera, innych bliskich osób (czyli: niech ktoś zaufany zaopiekuje się bobasem, a Ty śmigaj robić to, co kochasz!). Od tego, jak wysoki jest poziom naszej determinacji. Od… wielu innych. To lista otwarta i dość indywidualna, ale wszystko łączy się i schodzi do jednego: tego, jak bardzo chcesz! 

Wielu rodziców, szczególnie dotyczy to kobiet, czeka na ten cudowny moment, kiedy będą mogli znów być sobą. Kiedy „uwolnią się” od dziecka i będą mogli całkowicie skupić się na sobie. Realizować zainteresowania bez ograniczeń, o dogodnym czasie. Całkowicie zapominają o swoich potrzebach, o tym „jacy” byli „przed”, co kochali, co sprawiało im satysfakcję. Bo teraz jest już „po”, wszystko się zmieniło, nic nie jest już proste i „dziecko to, dziecko tamto”. Cóż… minie 15-20 lat zanim dziecko da nam większy luz, bo będzie spędzało czas z rówieśnikami albo wyprowadzi się do akademika i zobaczysz je tylko na święta… Długi to czas i dobre usprawiedliwienie dla „siedzenia na d*pie”, co?

Jak więc znaleźć czas i możliwość realizacji swojej pasji, będąc rodzicem?

Możliwości jest kilka:

  1. Uciekasz z domu/zamykasz się na cztery spusty w osobnym pokoju kiedy tylko możesz, by „robić swoje”; 
  2. Działasz, a we wszystkim towarzyszy Ci Twoje słodkie bobo, ciągnąć za rękaw i jęcząc, kiedy skończysz, a Ty raz cierpliwie odpowiadasz, a innym razem nieco powarkujesz, aby się zajęło układaniem puzzli… albo czymkolwiek bądź;
  3. Odpalasz maluchom Netflixa i zajmujesz się swoim hobby;
  4. Włączasz dziecko w uprawianie Twojego hobby w zakresie, w jakim jest to dla niego odpowiednie i bezpieczne.
  5. Zarażasz dziecko swoją pasją.

My zdecydowanie preferujemy pomysły numer: 1, 4 i 5 w temacie „pasja i bycie rodzicem”. Wiemy, że nie łatwo, oj wiemy… Pomysłów numer 2 i 3 nie opisujemy, bo ich nie praktykujemy. Nasze dzieci nie usiedzą spokojnie nawet przed bajką, kiedy obok dzieje się coś ciekawszego 🙂

Pomysł numer 1 – wygospodarowanie czasu tylko dla siebie i swojego hobby

Najlepiej jeśli jest to ściśle określony przedział czasowy, występujący regularnie w Waszym rodzinnym kalendarzu. Dzięki temu dbasz, aby Twoje zainteresowanie się rozwijało, wracasz do niego cyklicznie, a domownicy wiedzą, że przykładowo w poniedziałki i środy w godzinach 17-19 mama chodzi na zajęcia z garncarstwa. Świetne są także spontaniczne akcje. Więc gdy widzisz, że szykuje się jakieś „okienko w zajmowaniu się dziećmi”, nie zwlekaj, tylko pod pachę bierz swoje pasjonackie akcesoria i… długa! 🙂 Wszyscy zadowoleni. A najbardziej Ty, bo w końcu zostawisz pieluchy i budowanie wieży z klocków na rzecz swojej pasji. Pasja a bycie rodzicem. Można? Można i jest to NAJ-sposób 🙂

O tym, jak ja uciekam na rower, napisałam w moim pierwszym blogowym wpisie, więc wejdź tutaj i zobacz, jak się za mną kurzy, gdy zostawiam swoich, a gnam w las. He he 🙂

Mój Mąż trenuje w sekcji tenisa stołowego w miejskim klubie sportowym i dwa razy w tygodniu znika na 2,5 godziny (chciałby więcej i częściej, ale hola hola, ja wychodzę dwa razy w tygodniu na fitness, więc sprawa oczywista, że czasem wolnym od dzieci trzeba się dzielić :)) Wraca zmęczony i zadowolony. To czas dla niego, kiedy zostawia wszystko za sobą i idzie robić to, co zawsze sprawiało mu przyjemność 🙂 

Pomysł numer 4 – włączanie dziecka w swoje hobby

Jest wspaniałym (choć nieraz bardzo trudnym) sposobem na wspólne spędzanie czasu. Pamiętaj jednak, aby zawsze dostosować poziom realizacji swoich pasji tak, by zapewnić Wam wszystkim komfort i bezpieczeństwo. Pamiętaj, że niekoniecznie maluchowi spodoba się to, co mu oferujesz. Jeśli „łyknie” – połowa sukcesu za Tobą. Jest szansa, że nie będzie marudził, albo nie będzie za bardzo marudził, albo nawet spróbuje Cię naśladować, podczas gdy będziesz realizował swoje hobby. Da się zrobić wszystko z dziećmi. Można je nawet zaprowadzić podczas zwiedzania w pozornie-mega-nudne-dla-dzieci-miejsce i w taki sposób „sprzedać” historię o danym pałacu/muzeum/terenie, że nie będą chciały stamtąd wyjść, a nawet będą miło wspominać tę wyprawę 🙂 Czyli pasja i bycie rodzicem – działa 🙂

U nas wygląda to tak, że mój Mąż totalnie wkręcił się w latanie dronem, czego efekty możecie oglądać na naszym blogu i jego profilu na Instagramie. Często wychodzi z domu sam w celu kręcenia filmów i robienia zdjęć (niejednokrotnie w środku nocy lub grubo przed świtem), ale najczęściej realizuje tę swoją pasję z naszym synkiem, za dnia. Staś uwielbia pomagać w rozkładaniu i składaniu sprzętu. Zawsze kibicuje podczas lądowania drona. Śledzi uważnie jego lot po niebie. A najbardziej uwielbia umościć się „na baranach”, bo wtedy może widzieć na ekranie to, co właśnie w danym momencie obserwuje dron. Czy takie filmowanie jest łatwe i bezstresowe? NIE. Czym bardziej Ci zależy, tym bardziej Ci nie wyjdzie. Czym masz mniej czasu na ujęcie dobrego kadru, bo słońce już topi się w morzu, tym bardziej dziecko chce wrócić na plac zabaw. I tak w kółko. Piszę ten tekst w dniu, kiedy kolejny dron poszedł z zapomnienie, bo miał bliskie spotkanie z drzewami dzięki „przeszkadzankom” Stasia. Wychodzą jednak z tego ich wspólnego dronowania dobre ujęcia i ciekawe filmy. I jak? Dziecko szczęśliwe, a Tata też zadowolony 🙂 Można? Można! :):):) Wystarczą dobre chęci, luźniejsze podejście do tematu i zabezpieczenie odpowiedniej ilości czasu na czynności do  animacji dziecka.

Pomysł numer 5 – zarażasz dziecko swoją pasją, czyli to, co kochasz najbardziej.

Możesz na luzie się realizować, a dziecko czym starsze (przeważnie do nastoletniego wieku, potem następuje samodzielna weryfikacja, czy naprawdę Twoje hobby jest także jego hobby), tym jest lepsze w danym zagadnieniu. Serce wtedy rośnie, gdy Twój maluch coraz lepiej i z zacięciem wykonuje daną czynność, a Ty możesz udzielać mu wskazówek, być wsparciem w rozwoju oraz sam robić to, co lubisz. Oczywiście napewno nie obędzie się bez żadnych zgrzytów… ale przecież tak już jest.

Moją i Męża pasją jest jazda na rowerze szosowym oraz na MTB. To jest właśnie ten typ rozrywki, który dzieciom proponujemy najczęściej, bo sprawia nam on najwięcej frajdy, w temacie „poruszamy się” sprawnie i chcemy to realizować. Mąż często jeździ sam na „poważne” dystanse i bardziej zaawansowane trasy, natomiast ze Stasiem robią wspólne przejażdżki po lesie-obaj na swoich rowerach. Z resztą, co tu pisać. Zobaczcie króciutki filmik (włączcie dźwięk) i kilka zdjęć poniżej.

rower dobry dla każdego, czyli jak zarażamy dzieci swoją pasją

Wychodzi na to, że pasja i bycie rodzicem to dwa zupełnie odrębne zadania, które (przy chęci i samozaparciu) można łączyć i czerpać z nich przyjemność.

Przy okazji polecam Wam książkę „Instrukcja obsługi dzieci” (Katarzyna Miller, Suzan Giżyńska), w której autorki w nieco zabawny (a ponad wszystko: praktyczny i do bólu szczery!) sposób odpowiadają na trudne pytania związane z rodzicielstwem. Pokazują, jak usprawnić sobie codzienne zmagania z dziećmi, jak nie dać wejść sobie na głowę, wyznaczając swoje granice i sygnalizując dziecku potrzeby siebie jako człowieka, a nie tylko jako rodzica. To ciekawa literatura, która może dać zupełnie odmienne spojrzenie na świat, bo przytacza wiele życiowych przykładów i rozwiązań, które się sprawdziły, albo które okazały się kompletną klapą. Odpowiedzi na zagwozdki znajdą tu rodzice dzieci w każdym wieku. Poruszane bowiem są tematy dotyczące najmłodszych pociech, przedszkolaków, szkolniaków i nastolatków. Dzięki tej książce nieco „odsunęłam” się od perfekcjonizmu, który usilnie (mimo wyczerpania) kultywowałam po urodzeniu pierwszego dziecka. Zaczęłam dostrzegać, że jestem nie tylko Mamą, ale przede wszystkim Osobą, Człowiekiem. Polecam tę lekturę każdemu rodzicowi, szczególnie zaś płci żeńskiej, bo to książka od kobiet dla kobiet. Nie tłamsi jak większość poradników i nie wkopuje Cię na dno. Pomaga dostrzec sprawy z innej perspektywy i zacząć zmieniać to, co Ci się nie podoba. Być lepszym, przede wszystkim dla siebie. 

Książkę można kupić tutaj.

Przy okazji —> Karo moja droga – dzięki Ci za ten prezent. Ty zawsze wiesz, co mi potrzeba 🙂 🙂 🙂

Chcemy poznać Wasze zdanie na ten temat. Jak Wy rozgryzacie ten orzech? 🙂 Czekamy na zdjęcia i komentarze 🙂 A może ten artykuł będzie dla Ciebie inspirację do ruszenia ze swoim hobby i włączenie go w rodzicielstwo? Dajcie znać 🙂

2 komentarze

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.