Polska Toskania czerwonych porzeczek

blank

W miesiącu lipcu mamy sporo uroczystości rodzinnych (imieniny, urodziny, rocznicę naszego ślubu). Od pewnego czasu staramy się na każdy urodzinowo-imieninowy prezent podarować sobie i sobie nawzajem coś pięknego. Coś nienamacalnego. Coś co zostaje w pamięci na długo. Coś czego nie można kupić. Staramy się odrzucać typowy materializm i dawanie prezentów, które być może nie ucieszą obdarowanego, a za które będzie dziękował z przymusu. Takim prezentem jest dla nas wspólny wyjazd i spędzenie w ten dzień czasu razem i tylko razem. Aby jak najwięcej cieszyć się sobą. Śmiać się. Rozmawiać. Lenić. Przytulać. Zwiedzać ciekawe miejsca. Ruszyć w naturę. Po prostu być ze sobą i w ten sposób świętować daną uroczystość.

Z okazji urodzin Męża udaliśmy się na trzy dni, w pierwszy lipcowy weekend, pod Nałęczów do małej miejscowości Łąki.

Wiedzieliśmy, że jest tam dużo lekko pagórkowatych terenów zielonych. Wszak to Płaskowyż Nałęczowski, część Wyżyny Lubelskiej. I nie rozczarowaliśmy się. Wszędzie mieliśmy „pod górkę”, co oczywiście cieszyło nasze nogi (choć czasem ciężej było pchać wózek, gdy nagle koła tonęły w rozmoczonym lessie), a przede wszystkim – cieszyło nasze oczy. TAK! Wprost nie mogliśmy napatrzeć się na falujący teren, a krajobraz rolniczy, tak spokojny i zielony, napawał nasze serca harmonią, nadzieją, dobrocią i szczęściem. Pola uprawne pełne są równiutkich rzędów krzewów czerwonych i czarnych porzeczek oraz malin. Skubaliśmy wszystkie to tu, to tam, ciesząc podniebienia smakami lata. Do góry po linkach pnie się chmiel. Kołyszą się leciutko na wietrze kłosy owsa, żyta, pszenżyta i pszenicy. Zadziwiała nas przestrzeń, cisza i pustka. Nic prócz przyrody. Pola zadbane, dojrzewające w słońcu plony, czekają na zbiory.

Nasze dzieci wybawiły się w te dni na ogromnym placu zabaw oraz w ciekawej kuchni błotnej. Oj, ile zup ugotowały oraz „deserników” upiekły. Staś szalał na rowerze, a Basia spokojnie spała w cieniu szumiących lip, dębów i brzóz.

Rozkoszowaliśmy swoje podniebienia daniami lekkimi, aromatycznymi i zachwycającymi pomysłem oraz sposobem podania. Ja próbowałam wszystkiego, co w menu widnieje jako wegetariańskie i wegańskie (choć na codzień jestem wielbicielką mięsa) i za każdym razem nie mogłam nie nadziwić, jak smacznie, zdrowo i kolorowo było na moim talerzu. Dzieci także znajdą tu coś pożywnego do napełnienia swoich brzuszków. Urodziny Męża zaakcentowaliśmy miło i smacznie, w jednej z oranżerii, tortem urodzinowym wykonanym na miejscu. Restauracja „Niebo i Las” (las jako symbol naturalnych produktów, a niebo – rozkoszy) to istny majstersztyk! 

Oczywiście, nie omieszkałam skorzystać z bogatej oferty SPA i wybrałam dla siebie masaż z elementami masażu ajurwedyjskiego. Napełnił mnie spokojem i pozytywną energią, a ciału dał odpocząć od trudów macierzyństwa.

Gościliśmy w te dni w Łubinowe Wzgórze Eko Resort & Natural SPA. Napewno tam wrócimy. To miejsce pełne spokoju, zieleni, natury, zapachów i smaków. Korzystające z lokalnych zasobów. Przyjazne dzieciom. Świetne dla par i przyjaciół.

Nasze dzieciaki odważnie hulały w zieleni w koszulkach i bodziakach od Chmurrra Burrra! Dlaczego lubimy ubranka Chmurrra Burra!? Bo dają nam maksymalne poczucie komfortu. Co ważne dla dzieci – zapewniają im pełną swobodę ruchu i cieszą oko pozytywnymi wzorami, czepiącymi z natury. Co ważne dla rodziców – ubranka uszyte są z bawełny organicznej posiadającej certyfikat GOTS, przez co dają odpowiednią wentylację w gorące letnie dni, a do tego pomagają w wyjaśnianiu „najmłodszym”, jak funkcjonuje przyroda. Uczą dbać o nią i ją celebrować.

W taki sposób świętowaliśmy jedną z naszych rodzinnych uroczystości. Byliśmy tam ze sobą i dla siebie, w pięknych okolicznościach i cudownym letnim czasie. Tak jak lubimy najbardziej.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.