Błękit nieba na wyciągnięcie ręki… w Maurzycach

blank

Wsi spokojna, wsi wesoła!

Który głos twej chwale zdoła?

Kto twe wczasy, kto pożytki

Może wspomnieć zaraz wszytki?

Jan Kochanowski

W Skansenie Wsi Łowickiej w Maurzycach byłam dwa razy. Raz z obowiązkową wycieczką na studiach, z racji wybranego kierunku. Drugi raz – z Mężem i dziećmi. Za pierwszym razem czekałam, aż wycieczka się skończy, bo nie w głowie było mi oglądanie starych chat. Teraz, z błogim spokojem i wielką przyjemnością, przechadzałam się, pchając wózek z Basią oraz pstrykając fotki biegającemu i wesoło śpiewającemu Stasiowi.

Do Maurzyc (wieś położona 7 km od Łowicza, na trasie Warszawa – Poznań) pojechaliśmy w ramach naszych jednodniowych wypadów po Mazowszu oraz w bliższe zakątki sąsiadujących województw. W skansenie znajduje się ponad 40 zabytkowych obiektów architektury pochodzących w większości z drugiej połowy XIX w. oraz pierwszej połowy XX w. Są to dawne budynki mieszkalne i inwentarskie, a w ich obrębie i wnętrzach prezentowane są sposoby dekoracji wnętrz, ich wyposażenie oraz narzędzia pracy.

Spacerując, krok po kroku przechodziliśmy od chałupy do stodoły, od kościoła do wiatraka. Zaglądaliśmy do każdego wnętrza. Wąchaliśmy snopki słomy w stodole. Dotykaliśmy brudzących nas na niebiesko ścian domostw. Próbowaliśmy dotknąć i ruszyć skrzydłami wiatraka „koźlaka”. Niestety – bez powodzenia, bo śmigła umiejscowione są za wysoko. 

Chcieliśmy rozpędzić unieruchomiony kierat konny. Nieraz Mąż uderzył głową w futrynę bardzo niskich drzwi wejściowych do chałup. Niejedno „och” i „ach” wypowiedziałam, zachwycając się kolorami i kształtami wycinanek łowickich, zdobiących izby. Łowickie wycinanki, bukiety i pająki to moje oczko w głowie. Staś wyrażał niezadowolenie, gdy drzwi którejś z chałup były zamknięte, bo bardzo podobało mu się wchodzenie do miejsc otwartych do zwiedzania i zaglądanie do poszczególnych izb. Tłumaczyliśmy mu, do czego poszczególne izby służyły i kto mieszkał w takich chatkach. A przecież w skansenie można obejrzeć mieszkanie nauczyciela oraz wygląd klasy szkolnej, dom wycinankarki Justyny Grzegory, narzędzia do obróbki lnu. Ogromne zainteresowanie wzbudziły w naszym synku maszyny do obróbki zbóż oraz chłopskie pojazdy wyjazdowe. A miejscem, od którego nie można było go odciągnąć, była oczywiście remiza strażacka oraz towarzyszące jej dawne wozy strażackie.

Przechodząc od punktu do punktu, wesoło śpiewaliśmy piosenki i zrywaliśmy źdźbła traw, które zabawnie łaskotały w dłonie. Mijaliśmy także obiekty małej architektury, tj. kapliczki i krzyże przydrożne i studnie, każdej się przyglądając.

W sezonie odbywają się tu liczne imprezy, m.in. plenery malarskie, imprezy cykliczne z organizowanymi zajęciami edukacyjnymi nt. kultury łowickiej, prezentacje rękodzieła i nauka rękodzielnictwa.

Aż ciężko jest mi uwierzyć, że coś w tym skansenie może się dziać, poza tym, że hula tam wiatr, cykają świerszcze i przekrzykują się ptaki. Wszędzie cicho i pusto. Pięknie. Tak jak lubimy najbardziej.

Zdecydowanie polecam na rodzinną wycieczkę jednodniową. Z Warszawy dostaniecie się tam w nieco ponad godzinę samochodem. A oprócz zwiedzania obiektów czeka tam na Was ogrom terenu do swobodnego biegania i spacerowania, co szczerze polecamy.

blank

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.