Kazimierz Dolny – jednodniowa wycieczka zawsze nieudana – dlaczego?

Gonić konie przez 1,5 godziny, aby znów się rozczarować. Znam setki innych miejsc w Polsce i w Europie, gdzie nie wydajesz multum kasy za schabowego po to, by posiedzieć na tarasie głównego rynku. Kazimierz Dolny to pasmo rozczarowań. Sprawdź, dlaczego nie warto tam jechać.

kogut z kazimierza dolnego, czyli do kazika po koguta

Doprawdy nie wiem, jak to się stało. Kazimierz Dolny nad Wisłą – byłam tu już z 5 razy na wycieczce jednodniowej i raz na przedłużony weekend, i znów się skusiłam. A… bo będzie mało ludzi, to może odpoczniemy (UWAGA! opisuję wycieczkę z dwójką małych dzieci!), zwiedzimy zabytki i nie będziemy stać w kolejce po gofra.

Do Kazika po koguta!

Takie było nasze zawołanie w drodze do Kazimierza Dolnego. Szykowaliśmy się jak kot na myszy, a tu… żadnego koguta z ciasta. Nawet najmniejszego… Żal, smuteczek, rozczarowanie. I weź tu wytłumacz dociekliwej 2-latce i niecierpliwemu 4-latkowi, że 1 listopada to nie czas na pieczenie kogucików, a koguci straganiarze zapewne sprzedają znicze przy cmentarzach… No więc takiego ceramicznego koguta, ręcznie robionego, przywieźliśmy z Lubelszczyzny na Mazowsze.

Wszak kogut symbolem Kazimierza Dolnego jest, a legendę przeczytasz tu.

Wycieczka jednodniowa po Lubelszczyźnie? A może dłuższy urlop w województwie lubelskim? Propozycje na moim blogu znajdziesz TU.

Kazimierz Dolny – atrakcje przereklamowane

Perełka Lubelszczyzny

Co warto zobaczyć w Kazimierzu Dolnym?

Atrakcje Kazimierza nad Wisłą

Ja się pod tym nie podpisuję. Owszem – atrakcje są. Zabytki są. I kościoły też. Synagoga także się znajdzie. Spichlerze – a jakże – tych nie zabraknie z pewnością. A i dzwonnicy zapewne nie przeoczysz. No i zamek. A… i jeszcze kilka punktów widokowych – obowiązkowo zalicz w czasie wycieczki. Jednodniowej oczywiście. Bo o nocleg w Kaziku ciężko nawet w weekend na przedwiośniu, a co tu mówić o okresie maj-wrzesień… Cena poraża, a jak masz dwójkę dzieci i chcesz jakoś przespać tę jedną noc w pokoju większym niż 9m², to szukaj wiatru w polu…

A jak patrzę na te wszystkie wypindrzone paniusie w szpilko-kozaczkach, zasuwające po kostce brukowej, z wymalowanym uśmiechem, bo przecież obcasa jakimś cudem nie połamały, to się zastanawiam, czy są one w stanie wejść do któregoś z wąwozów lessowych… i od razu bardziej kocham Kazimierz Dolny.

A tak serio to… zdecydowanie wolę Janowiec Lubelski, sytuowany na drugim brzegu Wisły.

Na rynku w Kazimierzu (nie)przyjemności bez końca

Gustownie wypić kawusię, zagryzając szparagiem homara czy błyskawicznie wciąć tłustego kebsa, sowicie okraszonego keczupem? Na deser lody z automatu. I hop…

… w tłum albo w… zaparkowane auta. Wynikowa jest taka, że albo konsumujesz na tarasiku w smrodzie spalin, bo turyści „walą” do ścisłego centum na czterech kółkach, albo nie możesz się przecisnąć przez zbitek ludzkich ciał. I nie ma znaczenia, czy w Kaziku gościsz w marcu, lipcu czy w listopadzie.

Kto co lubi.

Ja dziękuję. Już się tam nie wybieram. Nawet moja córa łapała co chwilę rozkminę: po co gnać do Kazimierza na weekend?!?

Pozytywne strony Kazimierza Dolnego

Są. Owszem. Jakieś zawsze się znajdą (przecież jestem zapaloną podróżniczką) 🙂

  1. Wisła – nad rzeką spacerować można do woli. A nawet przeprawić się promem na jej drugą stronę. Łap link do strony z przeprawą.
  2. Wąwozy lessowe – to ciekawe propozycje spacerowe nawet dla zupełnie niewprawionych turystów. Załóż wygodne buty (nie na obcasie!), weź aparat fotograficzny i leć podziwiać, co na pięknego na Lubelszczyźnie oferuje przyroda.
  3. Trasy turystyczne – sporo ich tutaj. Jest gdzie jeździć rowerem, pognać z buta, a nawet z wózkiem dziecięcym.

Podsumowanie: dlaczego nie lubimy Kazika Dolnego?

Zbieram kilka cech, które sprawiają, że nie lubimy jeździć do Kazimierza Dolnego. Jeśli Tobie nie przeszkadzają – jedź i ciesz się jego urokami. My nie lubimy: tłoku nawet poza sezonem, brukowanych ulic, smrodku kanalizacji na rynku, upchania zabytków „na kupę” (bo to wzmaga tłok), żydowskiej kuchni. Oraz tego, że w listopadowy weekend nie ujrzysz tu ciastowego symbolu miasta. Więc nie zadziała zawołanie: do Kazika po koguta!

Hej!

Szczęściem, że nad wisłą w kazimierzu dolnym odpocząć można… O ile odpoczynek z dziećmi zalicza się do odpoczynku 🙂 🙂 🙂

6 komentarzy

  • Zdziwił mnie ten wpis… 1 listopada sklepy są zamknięte, większość restauracji również. Nie przyszłoby mi do głowy spodziewać się, że otwarte będą kramiki z kogutami. Nigdy też nie widziałam na kazimierskim rynku samochodów. W weekendy faktycznie jest tłoczno, jak w każdym turystycznym miejscu w Polsce (dlatego my przyjeżdżamy do Kazimierza od poniedziałku do piątku). Z noclegiem nigdy nie miałam problemu, zawsze znalazłam coś w atrakcyjnej cenie i świetnych warunkach. I nigdy nie było to 9 metrów 😉 co do bruku i kuchni żydowskiej, taki urok Kazimierza.

    • Hej Agato – dzięki za spostrzeżenia 🙂 Nigdy nie byłam w Kaziku w dni powszednie – dzięki za pomysł – może to zmieni moje postrzeganie tego miejsca. A które atrakcje polecasz – może masz jakieś mało popularne, do których daleko, ciężko albo drogo?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.