Czego się nauczyłam, będąc mamą dwójki dzieci?

Być mamą dwójki dzieci to kaszka z mleczkiem. Kiedyś tak myślałam. Kiedyś… czyli mamą nie będąc. TERAZ ZNAM TEN… BÓL i nie waham się o nim głośno mówić!

blank
Czego się nauczyłam, będąc mamą dwójki dzieci?

Macierzyństwo odkrywa przed nami wiele z tego, czego nigdy nie doświadczyłybyśmy, nie mając dzieci. Raz jest kolorowo. Raz nie… Podobno dzieci rodzą się po to, by ubogacać nasz świat. Jestem w stanie się z tym zgodzić… jeśli mam pod ręką kubek z mocną, gorącą herbatą, która ratuje mnie od „zła” tego świata 🙂 Nie brakuje momentów, w których opuszczam flagę do połowy masztu… Albo takich, gdzie kapituluję. Przy dzieciach przychodzi zmierzyć mi się z całą paletą emocji, uczuć i odczuć. Wszak teraz jestem odpowiedzialna nie tylko za siebie, ale i za te maluchy, które są przy moim boku.

Codzienna przeprawa przez świat dziecka bywa nużąca i męcząca albo wesoła i entuzjastyczna. Jaki by ten dzień nie był, zawsze wynoszę z niego coś, co „daje mi do myślenia”. Czasem jest to popełniony błąd. Innym razem – mały sukces. Kłótnia. Spontaniczna zabawa. Wspólne wyjazdy. Poranne przytulanie i wieczorne marudzenie. Zmiany, zmiany, zmiany! Z dziećmi nie ma stagnacji.

Zatem… czego się nauczyłam, będąc mamą dwójki dzieci?

  1. Karmienie synchroniczne, czyli jak nakarmić dwójkę dzieci (jedno rozpoczyna rozszerzanie diety, drugie buntuje się, gdy skupiam się na karmieniu malucha, więc nie chce samo jeść, choć już dawno radzi sobie z tym świetnie) oraz samej zjeść porządny posiłek. Da się! Wszyscy są brudni, ale jedzenie znika z talerzy (i to nie zawsze na podłogę) 🙂
  2. Nie zadawać innym parom pytań: kiedy dziecko?/czy już staracie się o dziecko?/kiedy kolejne dziecko? To dziwne, ale dopiero mając dwoje dzieci, zrozumiałam, czemu tak wielu ludzi mówi, że nie chce mieć dzieci w ogóle. Że to nie dla nich, że nie mogliby, nie znieśliby. To nie ich świat. Zabawne, że było mi potrzebne urodzić i nieco już odchować drugie dziecko, abym to zrozumiała. Nie każdy bowiem „stworzony” jest do świadomego i odpowiedzialnego wejścia w rolę ojca/matki. Wiele osób „wie to” i nie decyduje się na dzieci.
  3. Nie „przypominać” samotnym koleżankom, że ich zegar biologiczny tyka i powinny przyspieszyć działania na polu reprodukcji. Nikomu to nie pomaga – ani pytającemu, ani pytanemu, a zawsze pozostaje w powietrzu jakiś niesmak. Ludzie! Każdy ma swój czas i ja (jako pytająca) tego nie przyspieszę!
  4. Wyszykować dwójkę dzieci (i siebie) na zimowy spacer w mniej niż 10 minut. Tak! W tym pomaga mi niesamowite sprężenie, które ogarnia mnie na czas przed wyjściem z domu oraz… świetnej jakości, komfortowe ubrania, które oddychają, grzeją, chronią przed wiatrem i mrozem i przegrzaniem 🙂
  5. Mieć czas dla siebie codziennie. Tego mi brakowało, gdy byłam mamą tylko jednego dziecka. Nasze dzieci nadal nie bawią się wspólnie (starszak ma obecnie 3 lata, a malutka 1,5 roku), a teoretycznie to dałoby mi czas dla siebie. Gdzie zatem tkwi sekret? Czytam książki, gdy obydwoje śpią na spacerze/gdy jedno śpi, a drugie jest w przedszkolu. Albo gdy inhalują się i oglądają bajkę. A więc… puszczam im czasem bajki. Tak. Poddałam się i czasem robię to… Jednak dotyczy to jedynie sezonu zimowego, gdy więcej czasu spędzamy w domu, bo w cieplejsze miesiące nikt u nas na telewizor nawet nie spojrzy 🙂 Dwa razy w tygodniu znajduję czas na godzinny trening (mąż w tym czasie słodko bawi się z dziećmi). Bloguję po nocach 🙂 Heh! 🙂 Niejednokrotnie zamawiam też jedzenie z dowozem do domu, mam więcej czasu na zabawę z dziećmi i nieco więcej dla siebie 🙂 O tym, jak złapać każdego dnia nieco czasu dla siebie przeczytasz w moim innym wpisie w dziale MAMA. Kliknij teraz tutaj.
  6. Nie porównywać siebie z innymi mamami. Każda z nas ma swoją przeszłość, odmienny charakter, inne przyzwyczajenia. Stąd różne sposoby na wychowywanie dzieci, prowadzenie domu, dbanie o zdrowie psychofizyczne. Każda z nas jest piękna, wartościowa i niepowtarzalna. Nie ma zatem sensu w swojej głowie przewalać tysiąca dywagacji o to, dlaczego jestem gorsza w czymś tam niż koleżanka X, ale za to niewątpliwie do pięt mi nie dorasta koleżanka Y. 
  7. Nie licytować się z innymi o zdolności dzieci. Niby od początku macierzyństwa to wiedziałam. Ale jednak chęć „pochwalenia się” umiejętnościami nabytymi przez pierworodnego była silniejsza niż zdrowy rozsądek. Tak, tak, moje dziecko rozwija się we właściwym dla siebie tempie, a nie w tempie Twojego dziecka. Kupa mojego dziecka nie jest mniej, ani bardziej śmierdząca od kupy Twojego dziecka. Obie zaś zapewne nie przespałyśmy od kilku lat ani jednej nocy bez pobudki (tfu! Bez milionów pobudek!). Moje nie jest bardziej mojsze niż twojsze. Basta!
  8. Nie oceniać innych. To bardzo trudne, choć już od kilku miesięcy udaje mi się, juhu! Cały czas nad tym mocno pracuję i wiem, że droga przede mną jest długa, kręta i wąska. Chcę się ostatecznie wyrwać z oceniania innych ludzi. Nie służy mi to. Ani im… Chcę być sobą i robić swoje. A jeśli mi coś nie pasuje w kimś, to… „Pieprzyć to!” (za radą książki „Pieprzyć to! Jak przestać spełniać cudze oczekiwania, a zacząć własne”, A. Reinwarth –> tu macie bezpośredni link do mojej recenzji tej książki. ZAPRASZAM DO LEKTURY). 
  9. Nie snuć planów o kolejnym dziecku. Co to, to nie! 🙂 🙂 🙂
  10. Odpuścić – to chyba NAJważniejsze w całości. Nie dążę już do bycia super mamą. Nie chcę być zadręczoną mamą, która ledwo patrzy na oczy, a dzieci jej skaczą po głowie. Daję im dużo luzu i swobody w dokonywaniu wyborów. Są jeszcze mali, ale dokładnie wiedzą, czego chcą oraz czego nie chcą! Ja zaś pragnę być zadowoloną mamą, która ma czas dla siebie i której dzieci rozwijają się w swoim tempie, bez narzuconych schematów. Czas dla Męża też być musi, wiadomka 🙂 Nie rozumiałam tego przy pierwszym dziecku. Chciałam być najlepszą wersją samej siebie, a przez to – najlepszą mamą na świecie. Panią domu i żoną oczywiście też… Teraz wiem, że chcę być wystarczająco dobra. To mnie kręci. W tę stronę idę! 🙂

O idei bycia wystarczającą (I AM ENOUGH) mówi Martyna Wojciechowska w wywiadzie udzielonym dla magazynu Women’s Health (grudzień 2020). Podlinkowuję Wam tu to wydanie. Jakie macie przemyślenia po przeczytaniu?

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.