Bumerang zawsze wraca. Jak być dobrym rodzicem?

Co robić, aby dzieci wyrosły „na ludzi”, aby miały szczęśliwe dzieciństwo? To pytanie rozkłada na łopatki niejednego rodzica.

blank
Bumerang zawsze wraca. jak być dobrym rodzicem?

Czy Ty też siedzisz godzinami w ciszy (gdy już dzieci śpią) i zastanawiasz się, dlaczego jesteś tak słabym rodzicem? Co takiego robisz źle, że często (a wydaje się, że ciągle!) słyszysz jęki niezadowolenia i krzyk protestu. Mimo że chciałeś dobrze, strapiony rodzicu, a wyszło tak, jak zawsze… Scrollujesz profile sławnych ludzi oraz bliskich i dalszych znajomych i wyjść ze zdziwienia nie możesz, skąd oni mają energię, siłę i ochotę spędzać czas ze swoimi dziećmi?! I do tego jeszcze te szerokie uśmiechy na każdym zdjęciu?! Niekończąca się sielanka. A Tobie tylko w głowie, by kopnąć to wszystko w cztery litery, kupić one way ticket i pozamiatane. Też tak mam. Tak było u mnie i wczoraj, jest dziś i będzie jutro. I uwierz, za jednym perfekcyjnym zdjęciem szczęśliwej rodziny „na pokaz” stoi tysiące wcześniejszych niepowodzeń, nerwówki i niejedna awantura.

Skąd wziąć siłę?

A tu jeszcze „trzeba” to dziecko wyprowadzić „na ludzi” i sprawić, aby miało szczęśliwe dzieciństwo. Teorii jak i co robić jest bez liku. Specjaliści z każdej dziedziny (żywienie, psychologia, edukacja, relacje międzyludzkie) prześcigają się w zapewnieniu, że to właśnie oni zaopatrzą nas w pakiet rad, które sprawią, że po cienkiej linie, rodzicielstwem zwanej, przejdziemy z sukcesem… i to z zawiązanymi oczami. Wystarczy tylko najpierw wydać pół fortuny na zakup e-booka/szkolenia, a kolejne pół – na konsultacje z rzeczonym specjalistą… w razie komplikacji przy wdrażaniu prześwietnej teorii. Bo jakżeby miało być inaczej?

Dlatego my w rodzicielstwie kierujemy się drogą rozsądku. Nie przesadzamy z niczym. Odpuściliśmy wiele. I nadal uczymy się odpuszczać sobie. Patrzymy na nasze dzieci i widzimy, że wszystkie teorie, choćby razem zebrane, nie wystarczą, by uszczęśliwić dziecko. Bo dziecko, by być szczęśliwe, bierze przykład ze spełnionego rodzica. I choć droga przed nami daleka, ciagle się potykamy i często wątpimy, to podnosimy się i idziemy dalej. Po dobro i radość.

Bumerang zawsze wraca

Staramy się być najlepszymi wersjami samych siebie, aby dać dzieciom żyzną ziemię do wzrostu, aby kochać siebie i życie. Maluchy uważnie obserwują nasze czyny, słuchają słów, a potem powielają zachowania. Do około 6 roku życia to rodzic jest dla dziecka wyznacznikiem prawdy o świecie. 

Wdzięczność rodzica niesie za sobą dziecięcą wdzięczność. Udzielone dziecku wsparcie, owocuje tym, że chętniej pomoże ono innej osobie. Nasz gniew eksploduje także w dziecięcym wykonaniu. Zlekceważysz dziecko raz, ono odbije piłeczkę, gdy będziesz chciał być wysłuchany. 

Dzieci są naszymi lustrami – jak nas widzą, tak nas piszą.

Napiszmy więc naszą historię epicko! 🙂 🙂 🙂

Zobaczcie, jakie proste rzeczy robimy, aby nasze dzieci były szczęśliwe. A to przecież te, które nas – rodziców – czynią spełnionymi. 

Filary szczęścia rodziców gwarantujące szczęście u dzieci

Czas dla samego siebie

To wylądowało jako punkt pierwszy. Bo bez tego nie ma nic. Kiedy rodzi się dziecko, zajmuje ono tyle miejsca w czasoprzestrzeni rodziców (głównie zaś – matki), że nie pozostaje wiele czasu dla siebie samego. A przecież strudzone konie ciągnące ciężki ładunek potrzebują odpoczynku i dobrego jadła, by zregenerować siły. Tak i my, rodzice, potrzebujemy oddechu od bycia rodzicem. I choć często wydaje się to niemożliwe, bo w domu zawsze jest coś do zrobienia, a dzieci gorączkują, to wyjdź i miej czas dla siebie. Samotny spacer w lesie, zajęcia fitnessu, wizyta u kosmetyczki (choćby raz w tygodniu, a co! Tam można pogadać i odświeżyć umysł). Cokolwiek, co będzie dla Ciebie przyjemne. Najważniejsze jest to, aby te wyjścia były regularne. Choćby się waliło i paliło. Najlepsze są stale ustalone pory, bo wtedy po prostu znikasz PYK! i Cię nie ma. Ja bardzo czekam zawsze na późne popołudnie w poniedziałek i środę, bo to mój czas (Mąż ma chwile dla siebie we wtorki i piątki).

Szerzej o tym, jak czas dla samej siebie jest ważny poczytasz u mnie w Maseczka do oddychania w razie katastrofy? Poproszę pierwsza!

Wspólny czas dla związku

Najlepiej… zarezerwować nocleg, zabrać mini walizkę, dzieci oddać do dziadków/nająć zaufaną opiekunkę i hajda do przodu. To co lubicie – dobre SPA, wypad na górską wycieczkę, zwiedzanie miasta, w którym nigdy nie byliście. To warunki idealne, które wymagają nieco więcej wysiłku. Łatwiejszym organizacyjnie będzie podrzucenie dzieci dziadkom na pół dnia i zajęcie się sobą. Dobre wino, spacer, niespieszny posiłek. Taka mała randka. No i wiadomix – jak najczęstsze rozmowy z partnerem. Ale nie tylko te organizacyjne (kto co jutro ma załatwić na mieście), a przede wszystkim te o życiu, samopoczuciu, uczuciach, spostrzeżeniach. Czasem dobrze jest też pomilczeć i pobyć razem. Tak po prostu. I pamiętajcie o starych dobrych czasach, kiedy nie mieliście jeszcze dzieci.

Posiadanie pasji

Kto miał kiedyś coś takiego jak własne hobby, a o tym zapomniał w toku projektu pod nazwą rodzicielstwo? Heh! Nie wolno nam o tym zapomnieć, nawet jeśli przeżywamy czasowy nawał zajęć i wydaje się, że już nigdy nie wrócimy do własnych zainteresowań! O tym pisałam szeroko w artykule Pasja i bycie rodzicem – czy to połączenie jest możliwe?

Czytamy książki 

Czytamy sporo książek (szczególnie ja, Ewa) o różnej tematyce (nie tylko poradników parentingowych, bo czasem od tych, to wręcz postradać zmysły można). Choć z żadnej książki nie da się wyczytać gotowego przepisu na szczęśliwe życie, to literatura otwiera oczy na wiele ważnych spraw, niesie wytchnienie, inspiruje do zmian, koi nerwy. Ale o tym, że czytam sporo, już pewnie wiecie, a jeśli nie, to zapraszam do kategorii Książki w zakładce KOBIETA. Polecam książkę „Jak sobie odpuścić. (Nie)poradnik rodzicielski”. Niedługo recenzja na blogu.

Bo jeśli raz przywykliśmy do tego, aby radość i pociechę czerpać z książek, to już się bez nich nie potrafimy obejść.

Astrid Lindgren

Podróżujemy

Obydwoje z Mężem lubimy jeździć w różne miejsca. Szczególnie te zielone i puste. Im mniej ludzi i komercji, tym „banany” na naszych twarzach szersze 🙂 Nie usiedzimy też i teraz, kiedy są dzieci. Co prawda nie byliśmy z nimi jeszcze w Nowej Zelandii czy w Tajlandii (tak jak to sporo rodziców czyni, zabierając w takie egzotyczne miejsca nawet 3-miesięczne dzieci), ale sporo jeździmy po naszej niezwykłej Polsce i mamy też kilka zagranicznych planów na ten rok 🙂 Z racji wykształcenia i nabytych uprawnień, znam dobrze geografię turystyczną kraju oraz historyczne ciekawostki. Układam wszystko w zgrabną całość i serwuję opowiastki dzieciom, dzięki czemu jesteśmy w stanie odwiedzić z dziećmi nawet „nudne” miejsca. Wystarczy tylko dobrze się podejść do tematu i wszystko jest możliwe! O naszych podróżach i mikrowyprawach poczytacie w zakładce PODRÓŻE. A jak wiadomo – podróże kształcą – więc dajemy dzieciom to, co najlepsze, mając przy okazji wielką z tego przyjemność 🙂

Moc chwil spędzanych razem

Zadbajcie o to, aby spędzany z dziećmi czas był wartościowy. Do takich nie zalicza się bowiem siedzenie na kanapie przed włączonym telewizorem. To często dzieci same pokazują nam, co chcą robić, co daje im radość. Dlatego dajmy im się wciągnąć w wir zabawy. A zdziwimy się, jak to może być i dla nas interesujące 🙂 Wiele zajęć odstresowuje (zabawa ciastoliną, wojna na poduszki, wspólne gotowanie) i sprawia, że zapominamy o stresującej pracy czy niezapłaconych na czas rachunkach. Nawet pozornie nudny spacer w lesie jest czasem odkrywania tysiąca tajemnic flory i fauny. Zaskoczyła Was burza? To świetny czas, by schronić się pod wiatą i opowiedzieć, jak powstają burze i jak zachować bezpieczeństwo. Mijacie zniszczony przyrodniczo krajobraz – to znakomita okazja, by wytłumaczyć dzieciom, w jaki sposób działania człowieka niszczą środowisko. My dużo czytamy dzieciom i bierzemy ze sobą książeczki wszędzie (wyjazdy, spacery), aby literatura wspierała nasze wspólne odkrywanie świata.

Stwórzcie przestrzeń, aby się nie pozabijać

Czy Ty też w chwilach rozdrażnienia i zwątpienia lubisz uciec w swoje miejsce i pobyć tam do czasu powrotu do stanu równowagi? Ja – bardzo. I z tego, co widzę u nas w domu, to każdy z naszej czwórki tak ma. Dlatego dzieci mają swój pokój, a rodzice swój. Kiedy dopada nas flustracja – pędem udajemy się do swoich świątyń. To pomaga. Nawet na małym metrażu można wygospodarować takie miejsce. Niech będzie nim na przykład ulubiony fotel, pełen miękkich poduszek, które wysłuchają płaczu i dadzą ukojenie.

Dajcie przyzwolenie na emocje

Dom jest miejscem, które kształtuje życiowy kręgosłup człowieka. Daje mu podwaliny do dalszego funkcjonowania. Kształtuje nawyki, kreuje zachowania. To tu możemy poznawać siebie i to, jak nasz mózg i ciało reagują na bodźce z zewnątrz. Na niepowodzenia i radości. W domu bezpiecznie możemy okazywać entuzjazm, złość, gniew, euforię. Wszystko bez obawy o czyjąkolwiek krytykę. Weźmy na przykład tę złość. Znacie to, że rodzic nie powinien pokazywać dziecku swojej złości, bo wtedy wychowa dziecko na złośnika? Ostatnio czytałam bardzo ciekawą książkę „Uwaga! Złość”, która pokazuje, że złość jest elementem rodzicielstwa i nie warto z nią walczyć. Można natomiast nauczyć się z nią żyć i brać z niej to, co dobrego niesie w swoich konsekwencjach. Brzmi dziwnie? Sprawdź temat głębiej w mojej recenzji tejże książki.

A teraz pomyśl o tym, czy chciałbyś, aby Twoje dziecko było dla Ciebie pomocne i wyrozumiałe, gdy będziesz stary i niedołężny? A może wolisz, by Cię ignorowało i nie podało pomocnej dłoni w cięższy czas?

BUMERANG ZAWSZE WRACA

Jeśli spodobał Ci się wpis, daj mi koniecznie o tym znać 🙂

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.