Betonowy Hel odpycha turystów – poznaj 10 faktów i mitów na temat Helu

Betonowy Hel? Obalamy mity, potwierdzamy fakty! Dzięki temu wpisowi unikniesz rozczarowania związanego z wyborem złego miejsca na wakacje.

Byliście w Helu? Na samym początku Polski? Albo jak niektórzy wolą: na końcu Polski? No właśnie… gdzie tu początek, a gdzie koniec? Sama przez wiele lat myślałam, że Hel to raczej koniec świata, a cały Półwysep Helski to nic ciekawego. Wąsko, ciasno i do tego – betonowo. Umocnienia wojskowe, nieco zieleni, a tak to… beton. Beton goni beton i betonem beton stoi. Jak bardzo się myliłam przez te naście lat, kiedy to, snując plany o nadmorskich wakacjach, umyślnie omijałam Półwysep Helski, pokazały mi trzy ostanie zimy… a właściwie przedwiośnia, które spędziliśmy na półwyspie, a także w samej miejscowości Hel. Ale do rzeczy, czyli o faktach i mitach na temat „betonowości” Helu.

1. W Helu nie ma dzikich, pustych plaż – wszędzie pełno turystów – na leżak miejsca nie znajdziesz

MIT! Wprawdzie my Hel znamy (tylko) z trzech marcowych wyjazdów, ale znajomi niejednokrotnie opowiadali, że przyjeżdżają na wakacje właśnie do Helu, bo tu plaż jest tak wiele, że ludzie jakoś nikną. Planujemy przekonać się o tym w sierpniu tego roku… Z zimowego rekonesansu wiemy, gdzie warto pójść na plażę tak, by nie spotkać nikogo nawet w sezonie. Komu bowiem chciałoby się taszczyć parawan, jedzenie i parasol przez dwa kilometry ścieżek leśnych, a następnie jeszcze tłuc się po wąskich dróżkach przez wydmy, by w końcu ujrzeć plażę? A potem jeszcze powrót… No właśnie! Komu? Prawie nikomu. Większość osób korzysta z plaży od strony zatoki. Bardziej wytrwali idą do wejścia blisko latarni morskiej, czasem na Cypel. Plaża w Helu ma około 35 kilometrów długości oraz od 30 metrów do 3 kilometrów szerokości. Odejmijcie sobie zatem te kilka najbardziej obleganych miejsc na helskich plażach i macie wynik, który spodoba się każdemu, kto pragnie w pełni wsłuchać się w szum fal, nie zaś mieć na tapecie lamentującą zza parawanu sąsiadkę.

2. Lasy wokół Helu są fantastycznym miejscem do aktywności ruchowych

FAKT! Lasy w Helu dostarczają masy wrażeń. Tu królują niskie sosny o dziwacznych kształtach, które latami uginają się pod naporem silnych wiatrów. Ścieżka goni ścieżulkę, a szeroki dukt leśny krzyżuje się z komfortowym szlakiem turystycznym. Niekończąca się ilość odnóg daje możliwość ciągłego poznawania terenu na nowo. Wystarczy, że dziś skręcisz nieco inaczej niż podczas wczorajszego spaceru i Twoim oczom ukazuje się coś do tej pory nieodkrytego. Im dalej od Cypla, tym mniej ludzi zapuszcza się w gęstwinę. Lasu Helu to doskonałe miejsce dla rowerzystów, biegaczy, spacerujących z kijkami nordic-walking. Użytki leśne zajmują 87% powierzchni miasta. Ale nie martw się – nigdzie się nie zgubisz. Jest tu wiele szlaków turystycznych, a wiatr, zapach morza i słońce same wskażą destynację. 

3. Roślinność wydmowa jest zadeptywana przez turystów

MIT! Na całym świecie znajdą się tacy, co to każdy zakaz złamią, a nakaz – zlekceważą. Wiadomo. Ale nie o takich tu chcę pisać… W Helu można bowiem przechadzać się, biegać, a nawet skakać po nadmorskiej roślinności! A nawet nad nią! Jak? Bezpiecznie dla roślin, zwierząt i ludzi. Po specjalnie zaprojektowanej do tego celu kładce spacerowej na Cyplu, biegnącej od portu rybackiego, brzegiem Zatoki i dalej naokoło Cypla helskiego. Zadaniem tarasu jest przejęcie przez niego większości ruchu turystycznego, co spowoduje zmniejszenie wydeptywania chronionej roślinności wydm nadmorskich. I wiecie co? To się znakomicie udaje! Rodziny z wózkami nie zjeżdżają poza wyznaczoną ścieżkę (powyższe nie dotyczy nas, bo… nam offroad wszelkiego rodzaju niestraszny!), zakochane pary wolą się nie trudzić, a emeryci dbają, by wiekowych skarpet nie zabrudzić. Dzięki powyższym – unikatowa roślinność wydmowa jest chroniona, a można się jej przyjrzeć z bliska 🙂 

4. W lasach łatwo łatwo złamać nogę, wpadając do starych bunkrów

MIT! W helskich lasach i przy plażach bunkrów, punktów strzelniczych i wież pod dostatkiem. Właściwie to… gdzie się nie ruszysz, to po kilkudziesięciu krokach natkniesz się na powojenne pozostałości. Raz małe albo praktycznie całkowicie zniszczone, innym razem – okazałe ale ogrodzone oraz (to co lubimy najbardziej) – takie, do których można wejść, by oko w oko spotkać się z historią II Wojny Światowej. Wiadomo – wszystkie kroki w lesie wykonuje się na własną odpowiedzialność, ale zaręczamy Was, że przemierzyliśmy lasy helskie wzdłuż i wszerz bardzo wnikliwie i nie wpadliśmy do żadnej dziury po bunkrach. Ani rowerami, ani wózkiem, ani nogami 🙂 Dla tych, co do Helu nie tylko po jod przyjeżdżają, polecamy wybrać się na zwiedzanie Muzeum Obrony Wybrzeża.

5. Z portu rybackiego śmierdzi jak cho…robcia!

MIT! Uwierzcie mi. W niejednym porcie rybackim byłam. Zawsze mnie tam ciągnęło z aparatem fotograficznym. Żadne racjonalnie tłumaczenie nie było mnie w stanie odwieść od chęci przyjrzenia się z bliska statkom, łodziom, jachtom. Tylko te zapachy. No ale nic… miłość zawsze wygrywała, mimo że niejednokrotnie oddech wstrzymywałam, a po powrocie, przesiąknięta charakterystycznym zapachem ryb, glonów i tego czegoś, od razu wskakiwałam pod prysznic. Z ulgą. A wiecie, jak jest w porcie rybackim w Helu? Zupełnie inaczej. Tam pachnie morzem. Tam słychać morskie opowieści, niesione na ustach rybaków wracających z całodziennych połowów. A lodówki tną powietrze, tuż nad samą wodą, niemalże z prędkością światła. Tego miejsca nie opuszcza się szybko. Czy śnieg, deszcz czy grad, przechadzać się tu można godzinami. Stale obserwując zmiany. Proste, twarde i surowe życie portu rybackiego nad polskim morzem. Portu, który nie śmierdzi 🙂

Jeśli chcesz zobaczyć zdjęcia z portu rybackiego w Helu, koniecznie zajrzyj na nasz blogowy wpis TUTAJ.

6. W fokarium foki są zamęczane, więc nie idź tam z dziećmi!

MIT! Fokarium w Helu nie jest nadmorskim zoo. Jest to jedyny w Polsce ośrodek rehabilitacyjny dla fok, gdzie trafiają zwierzęta chore, odwodnione, ranne. Zadaniem fokarium jest także ochrona fok bałtyckich oraz prowadzenie działalności naukowej i edukacyjnej. Podczas naszego ostatniego pobytu w Helu, byliśmy w fokarium dwukrotnie po to, by przyglądać się, jak foki są karmione, jak choremu zwierzęciu wykonuje się masaż medyczny, jak przygotowuje się je do samodzielnych polowań na otwartym morzu. Wszystko po to, aby w pełni zdrowe zwierzęta wypuścić do Bałtyku. Pokaz karmienia i pielęgnacji fok przebiega spokojnie i przyjaźnie. Nie ma tu mowy o jakichkolwiek działaniach krzywdzących te ssaki. Dzieci więc mogą do woli cieszyć się widokiem przyjaznych zwierząt, a rodzice – mieć czyste sumienia, bo nie pokazują swym pociechom smutnego życia w niewoli.

blank
foka szara odpoczywająca w promieniach słońca

7. W Helu ciężko znaleźć zadbane miejsce noclegowe w cenie nie-dla-milionera

FAKT! Kto kiedykolwiek próbował zarezerwować nocleg nad polskim morzem, ten wie, że łatwo trafić na bubel. Co prawda w wyjeździe nad polskie morze nie chodzi o siedzenie na kwaterze (jakkolwiek piękna by nie była!), jednak miło, gdy na okres urlopu mieszkamy w ładnym, zadbanym i dobrze wyposażonym miejscu. A gdy jest świetnie zlokalizowane, zostaje tylko wychwalać je pod niebiosa. My znaleźliśmy takie swoje miejsce w Helu. I dłuuuugo się zastanawiałam, czy je Wam tu polecać… Bo wiem, że będziecie tam z pewnością rezerwować, a to automatycznie oznacza mniejszą dostępność terminów dla mnie… Jednak zdecydowałam się polecić. Niech dobro idzie dalej. Apartamenty Bursztyn – to nasza nadmorska przystań na Półwyspie Helskim.

Nieco szerzej o tym miejscu pisałam we wpisie „Morze Bałtyckie zimą? 10 powodów, dla których wszyscy nam tego zazdroszczą” –> KLIK KLIK.

8. W Helu nie ma nic ciekawego do zwiedzania

FAKT i MIT! W zależności, kto co uznaje za ciekawe. Jedni bowiem godzinami będą stać przed posągiem Neptuna, inni przejdą koło niego zupełnie obojętnie. Do atrakcji turystycznych Helu zaliczyć można: Muzeum Kolei Helskich, Muzeum Obrony Wybrzeża, Muzeum Helu (jeden link do wszystkich), Muzeum Rybołówstwa, latanię morską, opisywany wyżej port rybacki oraz fokarium. Dla ciekawych ciekawostki znajdą się 🙂

9. Świeżej ryby nad morzem nie zjesz

MIT! To zawsze powtarzał mi Tata… że jeśli nie pójdziesz o 5-tej rano na plażę, do kutrów wracających z nocnych połowów z flądrami, a następnie sam jej nie wypatroszysz, to świeżej ryby nad morzem nie zjesz. A figa z makiem! Wystarczy trafić do dobrej restauracji i uważnie czytać kartę dań. W niej zaś jest miejsce na równi dla ryb świeżych, jak i mrożonych. Psssst… oprócz ceny, różnią się także smakiem. Wybierz rybę świeżą. Zawsze! My stołowaliśmy się w Restauracji Kutter. Z czystym sumieniem polecamy dla rodzin z dziećmi, bo nasze dzieciaki jadły wszystkie rybki z menu jak zaczarowane. Zawsze do pustego talerza! 🙂 

10. Miasto Hel jest brzydkie, betonowe i straszy!

FAKT i MIT! Bo… to jest ładne, co się komu podoba. Ja totalnie wpadłam w klimat zabudowań popadających w ruinę, zardzewiałych statków zacumowanych na lądzie i prostych murali. Mogłam godzinami włóczyć się tamtędy z aparatem, łapiąc w kadr promienie dnia wchodzące dziurami wszelakimi do opustoszałych pomieszczeń. Czuję wtedy lekkie ciary na plecach… No taki już… mój klimat. Spaczenie zawodowe fotomagika 🙂 

Dla mnie – Hel to zdecydowanie początek Polski.

Tu zaczyna się inne myślenie. Wiatr ożywczo wieje, zabiera złe myśli, przynosi pozytyw. Hel daje wiele możliwości. Ja już je zaczęłam odkrywać i Ciebie zapraszam w tę niesamowitą podróż 🙂

Po więcej naszych nadmorskich opowieści sięgnij TUTAJ.

blank
Hel skąpany w zachodzącym słońcu – panorama

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.